META! Koniec, koniec, koniec!

Dałam radę, wytrzymałam! Nie macie pojęcia jak dumna z siebie jestem! Były wzloty, były i upadki. Było wiele miłych słów, ale usłyszałam też słowa pogardy (one również dały mi siłę i sprawiły, że byłam silniejsza). Dziękuję Wam najmocniej, za to, że byłyście ze mną, że towarzyszyłyście mi podczas wszystkich rozterek. Dzięki Wam zyskałam nowe przyjaźnie i mam nadzieję, że nie skończą się one, gdy jestem już po diecie. Zawsze możecie do mnie pisać, będę starała się pomóc tak samo Wam, jak Wy robiłyście to dla mnie.

Jestem Kasia. Mam 27 lat. Całe życie przed sobą. Mam 169 centymetrów wzrostu, ważę 81 kilogramów. Przeszłam przez 4 miesięczny program odchudzający z koktajlami Limvena. Udało mi się schudnąć 17 kilogramów.

Chcę, żeby moja historia, chociaż w pewnym stopniu wpłynęła na czyjeś życie. Wiem ile wysiłku i wiary w siebie trzeba posiadać, aby dokonać tak wielkich zmian w całym swoim trybie życia. Nie będę kłamać, że dieta to przyjemna wędrówka. Skądże! To ogromna praca, wylane łzy i ból mięśni. Jednak tak wyglądają początki, które zawsze są najtrudniejsze. Z każdym dniem człowiek wzrasta w siłę, posiada więcej wiary w swoje możliwości, a co za tym idzie, ma więcej motywacji do dalszego działania i dalszej walki.

Moje Kochane, jeszcze raz chcę Wam podziękować za te wszystkie słowa wsparcia i całą pomoc oraz miłość, które mi okazałyście. Jestem pewna, że bez Was byłoby mi ciężej pokonać tę drogę. Trzymam za Was kciuki!

Mam nadzieję, że moja kolejna podróż, która rozpoczyna się już jutro, będzie równie wspaniała i że dotrę do mojego ustalonego celu .

Trzymajcie się moje chudzinki! :*

Mała kuchareczka

Moja kochana mamusia parę dni temu kończyła 57 lat. Z tej okazji całą rodziną postanowiliśmy zrobić jej małą imprezkę niespodziankę. Każdy członek rodziny miał określone zadanie do wykonania. Mnie przypadło gotowanie, pieczenie, smażenie i dekorowanie. Był to dla mnie ogromny zaszczyt, gdyż każdy wie, że jem tylko zdrowe i niskokaloryczne dania i innych potraw nie jestem w stanie przygotować.

Ku mojej uciesze wszystkim smakowała zapiekanka z kaszy z pietruszką i jogurtem naturalnym, ciasteczka owsiane z bakaliami i mój największy sukces- tort marchewkowy. Oczywiście starsi wujkowie dziwili się, gdzie normalny tort zalany tłustą śmietaną, wypełniony czekoladą po brzegi i zarzekali się, że tego „marchwiowego-nie-wiadomo-co” nie tkną. Jednak po chwili przekonywania przez moją zacną mamę spróbowali i… nie mogli się oprzeć dokładce!

Nie mam słów, żeby opisać moją radość z tych wszystkich usłyszanych pochwał. W końcu i dalsza część rodziny, mająca mnie zawsze za nieporadnego grubaska widzi we mnie niezależną, zdolną osobę, dzięki czemu moja pewność siebie rośnie i ja wzrastam w siłę. Na dzień dzisiejszy nie obawiam się mojego życia po programie odchudzania z Limveną. Teraz czuję, że dam radę bo mam ICH, moich kochanych ludzi, do których, zamiast do słodkich pączków, mogę się zwrócić o pomoc i wsparcie.

2 tygodnie do końca

Kochane,
Czas mojego odchudzania razem z Wami i Limveną (nie)stety dobiega końca. Wiele się przez ten czas zmieniło, moja waga znów spadła o 1,5 kilograma, niestety ciągle brakuje mi mojej osobistej motywacji, dobrze jednak, że mam przy sobie Was i moją rodzinę, dzięki którym nie poddaję się i ciągle dążę do celu.

Postanowiłam, że przez te ostatnie dwa tygodnie zrobię coś nowego, może po części szalonego. Wybieram się na parę dni w góry. Sama, z namiotem, ciepłymi ubraniami i termosem gorącej herbaty. Przez 3 dni będę wędrować po przeróżnych pasmach górski, żeby móc przemyśleć wszystko co się wydarzyło w tym czasie. Może znajdę sposób na nowe życie? Sposób na odzyskanie M.? Zobaczymy. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby nie zjadł mnie żaden niedźwiedź!

W nadchodzącym tygodniu będę tylko dla siebie, nie chcę mieć kontaktu z nikim. Muszę poznać nową mnie, aby po zakończeniu kuracji móc zacząć żyć normalnie, wyrobić w sobie nawyk ćwiczeń, przebywania na odpowiedniej diecie. Muszę przyznać, że powinnam się cieszyć z końca mojej harówki, jednak obawiam się, gdyż wiem, że koniec jednego, to początek drugiego- trudniejszego wyzwania. Mam jednak nadzieję, że ciągle będę budzić się z pozytywnymi myślami, wspaniałymi ludźmi u mojego boku i że z nimi łatwiej będzie mi stawić czoła codziennym wyzwaniom. Podczas tej diety nie ustalałam sobie żadnego celu. Zamierzam to zrobić teraz. Na dzień dzisiejszy chcę ważyć 60 kilogramów i do tego będę dążyła z całych sił.

Znajdujmy sobie cele, bo bez nich życie nie miałoby sensu

12 za, 4 przed..

Moje kochane! Dziś mija ostatni tydzień 3 etapu mojego odchudzania! Na cyferblacie wagi widnieje piękna liczba 83,4 kg!!! Wchodząc w czwarty etap, sprawdzam moją siłę, wytrwałość, silną wolę. Nie wiem, kiedy minęły mi te 12 tygodni. Tyle podczas nich się zmieniło. Jeżeli moje wpisy czytają osoby słabe, niemające pewności siebie, ani motywacji, spójrzcie na mnie. Z szarej myszki, staję się szczupłą, pełną energii kobietą! Warto czasem odmówić sobie przyjemności, zacisnąć pośladki i zmienić coś w sobie.

Wiele zawdzięczam również moim koktajlom, które zwalczają apetyt, normują poziom witamin i minerałów oraz dbają o stan mojego organizmu. Polecam go każdej z Was, która ma problemy ze zrzuceniem wagi.

Wierzcie mi lub nie, ale równie wiele zawdzięczam mojej Motywacji, mojemu M. bez niego nie zaszłabym tak daleko, to on sprawiał, że prawie mdlałam na siłowni, po chwili załamania i zjedzonej czekoladzie.

Teraz mogę ze stu- procentową pewnością zdradzić Wam przepis na sukces. PRACA I WIARA W SAMĄ SIEBIE ORAZ WSPARCIE ZE STRONY BLISKICH, SPRAWIAJĄ, ŻE MOŻNA GÓRY PRZENOSIĆ. Sprawdziłam, jestem już na ostatnim etapie mojego biegu. Czasem wystarczy tylko uwierzyć w siebie, a za 12 tygodni będziecie nie do poznania. Samej siebie nie poznacie. Nowej, piękniejszej i silniejszej.

Życzę Wam wszystkim, aby i Wam udało się dojść do wyznaczonego celu

Tyle chwil minęło….

Żeby nie było za kolorowo, tym razem depresyjny, smutny wpis o rzuconej kobiecie, która smutki zajada czekoladą i ogromną, tłusta bombą kaloryczną o tajemniczej nazwie HABMURGER.

Tak, nie mylicie się 83 kilogramowe cielsko zostało rzucone. Przez swoją największą motywację, przez osobę, z którą myślałam o spędzeniu większej części życia, przez moje powietrze. Czemu? Ciągle nie wiem, nie jestem pewna czy chcę znać odpowiedź, obawiam się, że to mogłoby mnie całkowicie zniszczyć.

Chociaż.. czy nie zniszczyła mnie już moja słabość. Pyszna, wysokokaloryczna słabość? Jestem idiotką, pierwszy tydzień ostatniego etapu, a tu nagle coś takiego. Wszyscy mi powtarzają, że to przecież nic takiego, parę godzin na siłowni i znów będzie OK. Ale nie, nie będzie. Nie chodzi tu o przekroczone kalorie, a o mnie i mój brak silnej woli, o przekroczenie granicy. Nie wiem czy to po części nie sprawka tylko jednego koktajlu Limvena, czy po prostu ja. Do niczego. Chyba pora na godzinny jogging po moim ulubionym parku i dłuuuga kąpiel w wannie z melancholijną muzyką i kieliszkiem wina w dłoni (wybaczcie to wino, dziś czuję, że bardzo tego potrzebuję).

Trzymajcie się Misie, nie popełniajcie moich błędów, niech Was zło nie kusi!

Limvena truskawkowa

Witajcie moje Kochane! Za mną kolejny tydzień i kolejne półtora kilograma mniej! Bardzo Wam dziękuję, za wszystkie propozycje sportów i wspaniałe przepisy! Podziwiam te, które uprawiają naprawdę ekstremalne sporty, nie dla mnie wspinaczki skalne czy windsurfing na otwartym morzu.. Jednak niektóre propozycje, bardzo przypadły mi do gustu. Na przykład aerobik w wodzie. Nigdy o tym nie słyszałam, a aerobik i chlapanie się w wodzie, to dwie z listy moich ulubionych czynności. Dlatego, postanowiłam poszukać takich zajęć w mojej okolicy i udało się! Byłam już na dwóch zajęciach i muszę przyznać, że to serio świetna zabawa!

Całkowicie przeszłam na picie truskawkowej Limveny, jej smak wreszcie zawojował moim podniebieniem, szczególnie teraz, gdy sezon na pyszne, czerwone truskaweczki już minął, jest to dla mnie idealny substytut moich ukochanych owocków. Mówiąc o owocach, zakochałam się we wszelkiego rodzaju sałatkach owocowych, sorbetach, czy owsiankach. Nigdy bym nie pomyślała, że czasami wybuchowa mieszanka owoców może tak dobrze smakować!

Wiele z Was gratulowało mi moich sukcesów, dlatego z całego serca chcę podziękować, za te bardzo miłe słowa! I pamiętajcie dziewczyny! Za dużo pracy wkładamy w nasze odchudzanie, aby później, przez chwilę zapomnienia, zaprzepaścić wszystko. JEŻELI WALCZYĆ, TO DO SAMEGO KOŃCA!

Wzloty i upadki….

Tydzień 10 był pełen dobrych, ale i złych chwil. Pełen pokus, wyrzeczeń i przekraczania granic. Bardzo przeskrobałam, za dużo jadłam, za mało się starałam. Boję wejść się na wagę i nie zrobię tego, bo jeżeli waga pokaże za dużo załamię się i nie będę w stanie wrócić do wszystkich obowiązujących mnie zasad.

Zastanawiam się czemu tak postępuję, czemu tracę samozaparcie. Nie wiem, czy to już zmęczenie, czy to monotonia. Może gdybym zmieniła aktywność fizyczną, moje menu, może wtedy znów poczułabym radość z odchudzania, jaką czułam na samym początku? Kochane! Pomóżcie! Podrzućcie jakieś porady, przepisy, jak Wy umilacie sobie życie, jakie sporty uprawiacie? Może jakieś egzotyczne sztuki walki? Z niecierpliwością będę wyczekiwać waszych propozycji!

HOLA, HOLA! NIE MA ZAŁAMYWANIA SIĘ! Przecież jestem już na półmetku, prawda? Nie mogę tracić wiary w siebie. Nie teraz, kiedy udało mi się aż tyle osiągnąć. Jestem pewna, że nie darowałabym sobie tego. Pod żadnym pozorem nie mogę sobie pozwolić na kolejne chwile słabości. Dziewczyny! W Was nadzieja! Proszę, wyślijcie mi wirtualnego „liścia” w twarz, żebym się ogarnęła, bardzo o to proszę i z góry dziękuję! )

Nowe życie, nowa fryzura

Tak. Postanowiłam zmienić nie tylko garderobę. Zaszalałam i zdecydowałam się na całkiem odmienną fryzurę. Mam teraz króciutkie, rude włosy, które dodają mi jeszcze więcej pewności siebie i radości z mojego wyglądu.

Na wadze piękne 86,7 kilogramów, w kuchni coraz więcej pyszności. Ostatnio, mając chwilę słabości i potrzebę czegoś słodkiego nie sięgnęłam po leżącą na półce czekoladę, a wybrałam się do sklepu, zaopatrzyłam w niezbędne produkty i zrobiłam z mojej kuchni cukiernię. Upiekłam przepyszne ciasteczka owsiane z orzechami, które zawładnęły podniebieniem moim i moich znajomych. Polecam je każdej z Was, która nie potrafi (tak jak ja) na dłuższą metę pożegnać się z kruchymi przekąskami.

Żeby w moim życiu pojawiło się więcej energii wybrałam się na jogę. Muszę Wam powiedzieć, że to świetna sprawa! Bardzo wycisza, pomaga naładować akumulatory, wzmacnia mięśnie. Co ciekawsze, podczas zajęć odkryłam kolejny plus koktajli Limvena. Mianowicie, czując się zmęczona, wypiłam go i już po chwili siła do dalszego działania zawładnęła całym ciałem. W tym momencie kolejny raz żałuję odpuszczenia sobie moich proteinowych napoi, może gdybym tego nie zrobiła, teraz na blacie wagi ukazywała by się jeszcze mniejsza liczba? Mimo wszystko, nie ma sensu rozpamiętywać przeszłości, ważne, że ciągle idę do przodu i nie poddaję się! Mam nadzieję, że ciągle jesteście ze mną, uwielbiam Was!

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam…

W tym tygodniu skończyłam 27 lat. Szkoda, że czasu nie można cofnąć…. Jednak z każdym dniem zaczynam czuć się bardziej dojrzałą i kobiecą osobą. Postanowiłam, że skoro jestem w połowie 3 etapu wybiorę się na zakupy i sprawdzę, czy marketowe lustra zaczynają mnie kochać. Muszę przyznać, że ku mojemu miłemu zaskoczeniu, zaczynamy stawać się przyjaciółmi. Z jednej strony, jest to dość duży minus, gdyż dobry kawałek mojej wypłaty został wydany na nowe, chudsze ubrania, w których czuję się piękniejsza i pewniejsza siebie. Jednak są również i plusy tego działania. Mój Mężczyzna patrzy się na mnie łakomo, co bardzo mi schlebia

Już czuję się lepiej, waga zmniejszyła się o kolejne dwa kilogramy, więc jest lepiej, niż dobrze Coraz więcej czasu spędzam na gotowaniu nowości, mam również przystojnego pomocnika u boku, dzięki każda potrawa smakuje lepiej. Wydaje mi się, że zbliżamy się do momentu wspólnego mieszkania. Bardzo bym tego chciała i jestem więcej niż pewna, że dzięki temu uda mi się schudnąć jeszcze więcej i nie będę miała tylu załamań. W końcu będę pod jednym dachem z moim osobistym trenerem, który jeżeli chodzi o sprawy diety jest BAAAAAAAAAAAAAARDZO rygorystyczny, ale dziękuję mu za to.

Zapomniałam wspomnieć o mojej wspaniałej rodzinie, która od początku wspiera mnie w walce i w dniu urodzin, również mnie nie zawiedli. Specjalnie dla mnie przygotowali marchewkowe ciasto, przepyszne ogórkowe przekąski i mojego ulubionego ostatnio łososia na parze z warzywkami. W ramach podzięki przygotowałam dla nich pyszne drinki na bazie wody i soków z cytrusów. To był naprawdę dobry wieczór i mam nadzieję, że takich będzie więcej!

Chcę podziękować i Wam, moje Kochane Dziewczyny. Za te wszystkie słowa otuchy, za maile, za to, że przekazujecie i swoje historie i doświadczenia, mówicie o wzlotach i upadkach. Nie macie pojęcia, jak bardzo mi to pomaga. Bardzo Wam dziękuję i mam nadzieje, że nie znudzę Wam się przed końcem mojej podróży do upragnionej sylwetki .

Limvena powraca!

Nie za długo nacieszyłam się dziesięcioma kilogramami mniej…… W ciągu tego tygodnia przytyłam kilogram. Teraz widzę, że Limvena bardzo mi pomagała. Oprócz pomocy w spadku wagi, trzymała mój organizm na dobrym poziomie, jeżeli chodzi o ilość witamin. Zauważyłam, że czuje się gorzej, jestem osłabiona i blada. Wybrałam się do mojego lekarza, który kontroluje mój stan, podczas diety i to on spytał się mnie, czy odstawiłam Limvene. Powiedział, że to właśnie to i za duży jak na mój organizm wysiłek fizyczny, mój stan zdrowia się pogorszył. Wystraszyłam się, ale dzięki tej, po części szokującej informacji, odpuściłam trochę. Teraz ćwiczę 3 dni w tygodniu po 2 godziny, czasem pójdę pobiegać na godzinkę, jest dobrze.

Bardzo dziwi mnie mój gust, jeżeli chodzi o smaki. Dzięki diecie polubiłam produkty, których kiedyś bym nawet palcem nie tknęła. Teraz z uśmiechem na twarzy jem ryby, brokuł czy szpinak, muszę przyznać, że to moje ulubione składniki w jakiejkolwiek potrawie!

Czuję się bardzo głupio, z tym, że odstawiłam Limvenę. Skoro zaczęłam z nią dietę, z nią powinnam też skończyć. Wiem, że teraz, po całym tygodniu niemiłych niespodzianek nie wpadnę kolejny raz na tak głupi pomysł. Limvena jest ze mną do końca! Bez żadnego narzekania, bez płaczu!

Muszę być piękna i szczupła! No i muszę odbić tego kilogramowego potworka, który na nowo wprowadził się do mojego ciała. Do dzieła!

Jesienna chandra

Gdy za oknem szaro, zimno i wietrznie nie ma się ochoty na nic, jak tylko na kubek gorącego kakao, książkę w ręce i bycie burritem, owiniętym kocem. No właśnie KAKAO. W ciągu tego tygodnia wypiłam z dobre 5 kubków tego cudownego, ale jakże kalorycznego napoju. Póki co nie stanęłam na wagę, bo aż się boję, co mi pokaże.

Gdyby tego było mało postanowiłam odstawić koktajle Limveny. Teraz wiem, że był to bardzo głupi pomysł. Zastępowały co prawda tylko dwa posiłki w ciągu dnia, jednak pomagały mi z moim wilczym apetytem. Bardzo przekroczyłam moje 1500 kalorii na dzień. Tu wypite wyżej wspomniane kakao, tutaj ciasto zjedzone na wypadzie z koleżankami. Mówiłam sobie wtedy, że przecież parę kalorii więcej mi nie zaszkodzi. Chyba jednak się myliłam. Razem z Wami wchodzę na wagę.

Uwaga, uwaga….. NIE WIERZE!!!!! 89,5 KILOGRAMÓW! Jak to możliwe?! Widać, dobrze postąpiłam z odstawieniem koktajli

Ciągle nie dowierzam w te cyfry wyświetlone na blacie wagi… 10 kilogramów mniej. W tak krótkim czasie. Jestem taka szczęśliwa, że aż mam ochotę krzyczeć!!! Dziś już nic nie sprawi, że powróci moja jesienna chandra!